Było chłodno.
Wręcz zimno.
Wręcz lodowato.
"Może spacer wieczorną porą w taki dzień był złym pomysłem?" Pomyślałam, ale szłam dalej przed siebie. Dość niepewnym krokiem. Co rusz oglądając się za siebie. Nie będę ukrywać. Tak bardzo się bałam. Powód mojego lęku był raczej niewiadomy, lecz gdy ktoś spaceruje sobie prawie nocą w obrzydliwie chłodny dzień to nie kieruje nim mózg, serce, ani nic z tych rzeczy. Wtedy na prowadzenie wysuwa się wyobraźnia, a także podświadomość, która powtarza wciąż: "Ktoś za tobą idzie!" lub "Uważaj, tu czai się niebezpieczeństwo!", ale ja szłam, udając, że wszystko jest w porządku i próbując zapanować nad nogami odmawiającymi co chwila posłuszeństwa.
Jesienny spacer. Szeleszczące liście. Czegóż więcej może chcieć twoja wyobraźnia, aby stwierdzić, że coś czai się w niemal ogołoconych krzewach lub czyha za zakrętem? "Nigdy więcej" powtarzałam w myślach przyspieszając kroku. Do domu miałam daleko. "Nigdy więcej Apple. Jesteś idiotką."
Kilka osób przeszło obok mnie, a serce prawie mi stawało. Zwalniające przy mojej osobie samochody także sprawiały, że omal nie padłam na zawał. Moje glany chrzęściły nieprzyjemnie wśród różnobarwnych, jesiennych liści, które w ostatnim czasie spadły z drzew, a których nikt nie sprząta z niewiadomego powodu. Generalnie to mając moje ukochane buty na nogach czułam się dziwnie pewniej i bezpieczniej, ale to nie zmieniało faktu, iż ledwo utrzymywałam w pionie moje nogi, które stawały się prawie jak z waty. Wciąż poprawiałam kurtkę zaciskając ją coraz mocniej wokół talii oraz naciągając rękawy na zmarznięte, sine już dłonie. Cienki szalik prawie wcale nie zmniejszał uczucia chłodu oraz nie ocieplał mojego zmarzniętego ciała. Do domu miałam tak daleko. Tak bardzo daleko. Wciąż zastanawiałam się po co wyszłam na ten długi spacer.
Kolejna osoba przeszła obok mnie. Tym razem wiedziałam, że to jest tylko kolejny 'nocny marek', który był na tyle głupi, jak ja, aby iść na spacer jesiennym wieczorem, ale wciąż jakaś dziwna... Hmmm... Wyrocznia? W mojej głowie podpowiadała mi, abym uważała i wciąż przypominała mi każdy horror, który obejrzałam w moim życiu. Wiatr zawiał niewdzięcznie a gęsia skórka na nogach zaczęła się prężyć i dreszcze, które spowodowane były przede wszystkim zimnem otuliły całe moje ciało. Tak. Całe. Nie miałam wątpliwości, że jeszcze bardziej muszę przyspieszyć, a fakt, iż szłam tuż obok cmentarza jeszcze bardziej utrwalał mnie w tej myśli.
Zapadła grobowa cisza i słychać było tylko mój oddech i wiatr przedzierający się przez tłumy nagich gałęzi. "Świetnie." pomyślałam, gdy usłyszałam dziwny niepożądany dźwięk. "Tego jeszcze nie było".
Czarny, ekskluzywny samochód zwolnił przy mojej osobie i przez chwilę jechał wzdłuż ulicy moim tempem, które mało co nie zamieniło się w bieg. Serce łomotało mi z całych sił, kiedy samochód całkowicie się zatrzymał, a drzwi po stronie kierowcy spokojnie się otworzyły. Z auta wysiadł mężczyzna. Tego byłam pewna, ale w mroku nie mogłam dokładnie go dostrzec. Wiedziałam tylko, że jest mężczyzną. I że dość wysokim. Tyle. Nic więcej.
Mężczyzna szedł w moim kierunku spokojnym krokiem. Nie miałam wątpliwości, że nie jest tutaj przez przypadek. Mógł mnie śledzić. Mógł mnie znać, a ja mogłam znać jego, ale wyraźnie nie rozpoznałam jego twarzy. Przez chwilę myślałam, że nie żyję. Serce omal mi się nie zatrzymało, gdy owa postać wyciągnęła do mnie rękę. Rzuciłam się do biegu, a ona za mną, nieprzerwanie trzymając rękę wyciągniętą do przodu, jakby chciała mnie zaraz chwycić. "Po mnie. Już po mnie." Zdałam sobie sprawę, że nie potrafię biegać w glanach, jednak nie zwolniłam tępa. Mój przeciwnik okazał się być tym razem zwycięzcą i w najmniej spodziewanym dla mnie momencie, gdy zaczęłam przyspieszać coś ciepłego złapało moją dłoń i gwałtownie pociągnęło w swoją stronę. Mało co się nie wywróciłam. Łza popłynęła mi po policzku, a serce ani na chwilę nie przestało tak energicznie i agresywnie łomotać w mojej piersi. Myślałam tylko, że to koniec. Teraz jestem własnością owego nieznajomego, a co dalej tylko Bóg wie.
- Jaki jest powód tego, że taka ślicznotka spaceruje sama o zmroku w tak niebezpiecznej okolicy? - Spytał nie puszczając mojej dłoni. Głośno przełknęłam ślinę, ale milczałam. Od początku mojego spaceru milczałam...
- No więc? Dowiem się? - Głos nieznajomego pomimo szorstkości i tajemniczości był c i e p ł y. Nie bałam się tak bardzo, jednak nie odważyłam się odezwać. - No więc ja zacznę. Jestem Niall.
Popatrzyłam do góry na jego twarz. Wciąż nie mogłam niczego dostrzec, ponieważ zepsute od lat latarnie oczywiście nie świeciły. Wyczułam, że 'Niall' się uśmiecha, ale nie byłam pewna, wiec postanowiłam moją sympatię zostawić dla siebie i pozostałam z wyrazem twarzy, który oznajmiał raczej o strachu, aniżeli o czymś sympatycznym.
- Apple. - Wykrztusiłam w końcu, ale z wielkim trudem, gdyż kula skłębionego strachu blokowała mi gardło. - J-j-jestem Apple.
Niall uśmiechnął się tylko i przebrnął dłonią przez kołtuny w moich włosach. Tak. Miał ciepłe dłonie. Może nie widziałam go jeszcze, ale czułam, że jest otwarty, sympatyczny, c i e p ł y, opiekuńczy... Taki mi się wydawał, ale moje poczucia były zazwyczaj złudne.
Kilka osób przeszło obok mnie, a serce prawie mi stawało. Zwalniające przy mojej osobie samochody także sprawiały, że omal nie padłam na zawał. Moje glany chrzęściły nieprzyjemnie wśród różnobarwnych, jesiennych liści, które w ostatnim czasie spadły z drzew, a których nikt nie sprząta z niewiadomego powodu. Generalnie to mając moje ukochane buty na nogach czułam się dziwnie pewniej i bezpieczniej, ale to nie zmieniało faktu, iż ledwo utrzymywałam w pionie moje nogi, które stawały się prawie jak z waty. Wciąż poprawiałam kurtkę zaciskając ją coraz mocniej wokół talii oraz naciągając rękawy na zmarznięte, sine już dłonie. Cienki szalik prawie wcale nie zmniejszał uczucia chłodu oraz nie ocieplał mojego zmarzniętego ciała. Do domu miałam tak daleko. Tak bardzo daleko. Wciąż zastanawiałam się po co wyszłam na ten długi spacer.
Kolejna osoba przeszła obok mnie. Tym razem wiedziałam, że to jest tylko kolejny 'nocny marek', który był na tyle głupi, jak ja, aby iść na spacer jesiennym wieczorem, ale wciąż jakaś dziwna... Hmmm... Wyrocznia? W mojej głowie podpowiadała mi, abym uważała i wciąż przypominała mi każdy horror, który obejrzałam w moim życiu. Wiatr zawiał niewdzięcznie a gęsia skórka na nogach zaczęła się prężyć i dreszcze, które spowodowane były przede wszystkim zimnem otuliły całe moje ciało. Tak. Całe. Nie miałam wątpliwości, że jeszcze bardziej muszę przyspieszyć, a fakt, iż szłam tuż obok cmentarza jeszcze bardziej utrwalał mnie w tej myśli.
Zapadła grobowa cisza i słychać było tylko mój oddech i wiatr przedzierający się przez tłumy nagich gałęzi. "Świetnie." pomyślałam, gdy usłyszałam dziwny niepożądany dźwięk. "Tego jeszcze nie było".
Czarny, ekskluzywny samochód zwolnił przy mojej osobie i przez chwilę jechał wzdłuż ulicy moim tempem, które mało co nie zamieniło się w bieg. Serce łomotało mi z całych sił, kiedy samochód całkowicie się zatrzymał, a drzwi po stronie kierowcy spokojnie się otworzyły. Z auta wysiadł mężczyzna. Tego byłam pewna, ale w mroku nie mogłam dokładnie go dostrzec. Wiedziałam tylko, że jest mężczyzną. I że dość wysokim. Tyle. Nic więcej.
Mężczyzna szedł w moim kierunku spokojnym krokiem. Nie miałam wątpliwości, że nie jest tutaj przez przypadek. Mógł mnie śledzić. Mógł mnie znać, a ja mogłam znać jego, ale wyraźnie nie rozpoznałam jego twarzy. Przez chwilę myślałam, że nie żyję. Serce omal mi się nie zatrzymało, gdy owa postać wyciągnęła do mnie rękę. Rzuciłam się do biegu, a ona za mną, nieprzerwanie trzymając rękę wyciągniętą do przodu, jakby chciała mnie zaraz chwycić. "Po mnie. Już po mnie." Zdałam sobie sprawę, że nie potrafię biegać w glanach, jednak nie zwolniłam tępa. Mój przeciwnik okazał się być tym razem zwycięzcą i w najmniej spodziewanym dla mnie momencie, gdy zaczęłam przyspieszać coś ciepłego złapało moją dłoń i gwałtownie pociągnęło w swoją stronę. Mało co się nie wywróciłam. Łza popłynęła mi po policzku, a serce ani na chwilę nie przestało tak energicznie i agresywnie łomotać w mojej piersi. Myślałam tylko, że to koniec. Teraz jestem własnością owego nieznajomego, a co dalej tylko Bóg wie.
- Jaki jest powód tego, że taka ślicznotka spaceruje sama o zmroku w tak niebezpiecznej okolicy? - Spytał nie puszczając mojej dłoni. Głośno przełknęłam ślinę, ale milczałam. Od początku mojego spaceru milczałam...
- No więc? Dowiem się? - Głos nieznajomego pomimo szorstkości i tajemniczości był c i e p ł y. Nie bałam się tak bardzo, jednak nie odważyłam się odezwać. - No więc ja zacznę. Jestem Niall.
Popatrzyłam do góry na jego twarz. Wciąż nie mogłam niczego dostrzec, ponieważ zepsute od lat latarnie oczywiście nie świeciły. Wyczułam, że 'Niall' się uśmiecha, ale nie byłam pewna, wiec postanowiłam moją sympatię zostawić dla siebie i pozostałam z wyrazem twarzy, który oznajmiał raczej o strachu, aniżeli o czymś sympatycznym.
- Apple. - Wykrztusiłam w końcu, ale z wielkim trudem, gdyż kula skłębionego strachu blokowała mi gardło. - J-j-jestem Apple.
Niall uśmiechnął się tylko i przebrnął dłonią przez kołtuny w moich włosach. Tak. Miał ciepłe dłonie. Może nie widziałam go jeszcze, ale czułam, że jest otwarty, sympatyczny, c i e p ł y, opiekuńczy... Taki mi się wydawał, ale moje poczucia były zazwyczaj złudne.
wow świetny <33 czekam na next ;**
OdpowiedzUsuńpisz dalej -----》》》
OdpowiedzUsuńŚwietne :*
OdpowiedzUsuń